#1 ODKRYTE NA NOWO - KOLORÓWKA

Czas przyznać się przed samą sobą, że my, jako kobiety, lubimy chomikować. Jesteśmy na to podatne bardziej od mężczyzn, którzy są przede wszystkim praktyczni. Jest to problem, ponieważ w pewnym momencie budzimy się pośród całego mnóstwa rzeczy, które, nie wiadomo kiedy, gracą Nasza przestrzeń. Gorsze, od kobiet, które po prostu lubią kupować, są kobiety-blogerki. Ten gatunek, ma wyjątkowo ciężko ;) Tak się składa, że ja do tego gatunku należę i wciąż jestem podatna na opinie moich koleżanek po fachu, a pro po jakiejś kosmetycznej nowości. Co za tym idzie? Używam tuszu, ale kupuję nowy, bo akurat na przecenie i polecony przez XYZ z bloga ZYX, stary wrzucam do szuflady i zapominam o nim. Znacie to? Myślę, że większość z Was tak. Dziś pokażę Wam kosmetyki, które odkryłam na nowo jakiś czas temu. Teraz zajmiemy się kolorówką, na pielęgnację przyjdzie czas.



Rimmel Wake Me Up, podkład rozświetlający
Pojawił się na blogu dwa razy w moim codziennym makijażu, ostatni raz w zeszłym roku. Myślę, że gdyby nie to, że w tym roku bardziej się opaliłam, to nie sięgnęłabym po niego ponownie. Problem z tym podkładem jest taki, że gama kolorystyczna jest bardzo uboga i najjaśniejszy odcień 100 ivory, jest na mnie za ciemny, gdy jestem blada w ciągu roku. Przez ten rok przerwy od niego już prawie zapomniałam, jak dobrze się w nim czułam. Nie obciąża mojej skóry, nadaje jej ładnego blasku i nie zmienia koloru w ciągu dnia. 


Niezastąpiona pomadka, jeżeli chcę jedynie musnąć usta kolorem, najczęściej przy bardzo minimalistycznym makijażu oka. Pamiętam, że w zeszłym roku był boom na tego typu produkty z kredce, mam jeszcze podobną pomadkę z Rimmel, którą kupiłam właśnie podczas takiego szału, jednak Bell od razu z nią wygrywa. Bardzo komfortowo się nią nosi, nadaje ustom połysk i bardzo delikatny kolor, konsystencja masełka sprawia, że szybko się rozprowadza. 

Golden Rose Vision Lipstick 110
Miałam dwie pomadki z tej serii. Ta, którą widzicie na zdjęciu, wystąpiła już we wpisie z jednym kosmetykiem, który ma dwa zastosowania, natomiast jej siostra okazała się niewypałem w tym poście. No cóż, wszystko najwyraźniej zależy od koloru, najważniejsze, że się nie zraziłam, ponieważ jest to obecnie moja ulubiona pomadka kolorowa. Ma przepiękny, głęboki odcień różu i bardzo soczyste, kremowe wykończenie. Z trwałością nie do końca ją rozgryzłam, bo raz potrafi się utrzymać nawet 4-5 godzin z jedzeniem i piciem a drugi raz ściera się od środka, przez co kolor zostaje jedynie na brzegach ust, co wygląda bardzo nieestetycznie.


Smart Girls Get More, 3D lip gloss
Bardzo lubię lustrzany efekt na ustach, dlatego taki błyszczyk jest moim must have w toaletce. Jak wiecie, wcześniej miałam podobny z Paese, niestety już się skończył. Natomiast ten z SGGM godnie go zastępuje. Bardzo gęsta konsystencja i klejąca, wiem, że nie każdej z Was przypadnie to do gustu, ja jednak taką lubię. Aplikator jest wygodny, jednak nabiera ciut za dużo produktu, przez co po zakręceniu błyszczyku przeciska się on przez szczeliny zakrętki, trzeba z tym uważać. No i zapach! 100% gumy balonowej, nie żartuję. Markę znajdziecie w drogeriach Natura.


Maybelline, Colour Tattoo 24hr 40-Permanent Taupe
W tym miesiącu poświęcam moim brwiom znacznie większą uwagę i znów zaczęłam je mocniej podkreślać. Od razu lepiej się czuję, że gdy mam ładnie podkreślone brwi. Cień z Maybelline idealnie się do tego nadaje, był on nawet swego czasu bardzo rozchwytywany w drogeriach. Obawiam się jednak, że prędzej zaschnie na kamień, niż go wykończę, jakby nie patrzeć już jakiś czas mam go w swoich zbiorach.

My Secret, Satin Touch Kohl
Najlepsza biała kredka, jaką dotąd używałam. Zdecydowana większość z nich łamała się i jej drobinki wpadały mi do oka, możecie sobie tylko wyobrazić , jakie to było denerwujące. Ta kredka, nie dość, że się nie łamie, to potrafi się utrzymać nawet do czterech godzin, co jest niesamowite, jak za produkt, który kosztuje niewiele ponad pięć złotych.

Myślę, że z tego wpisu mogłaby powstać całkiem fajna seria, która pojawiać się będzie w nieregularnych odstępach czasu. Co o tym myślicie? Tymczasem, napiszcie mi o swoich odkrytych na nowo. Jestem ciekawa Waszej kolorówki, pielęgnacją zajmiemy się kiedy indziej :) Chciałabym Was zaprosić też na mojego Facebook'a, jeżeli jeszcze nie lubicie to pamiętajcie, że lajkując ratujecie gdzieś na świecie jedną pandę. To jak? uratujecie? :)

11 komentarzy:

  1. Podklad z Rimmela to mój stały bywalec :)
    Choć ostatnio coraz częściej sięgam po podkład No Mask z Lirene :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie najjaśniejszy numerek z Lirene jest stanowczo za ciemny :(

      Usuń
  2. Nie miałam nigdy tych produktów u siebie, ale zainteresowała mnie ta pomadka od Golden Rose. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba każdy tak czasem ma :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo lubię cienie colour tattoo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na powiece kompletnie mi się nie sprawdzają, ale jako cień do brwi jak najbardziej :)

      Usuń
  5. Dla mnie ten podkład z Rimmela był trochę za ciężki ;/

    OdpowiedzUsuń
  6. My Secret, Satin Touch Kohl uwielbiam. Maluje nią nawet moje klientki, kosztuje niewiele a jej jakość nawet przewyższa chyba tą z Inglota. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też zawodowo namiętnie używam tej kredki :D z Inglota nie miałam, raczej po żadną inną beżową kredkę nie sięgnę :)

      Usuń

dziękuję za każdy komentarz:)
nie reklamuj się-wchodzę na bloga każdego komentującego
obraźliwe komentarze nie będą tolerowane
przyjmuję krytykę KONSTRUKTYWNĄ
nie uznaję "obserwuje i liczę na rewanż"
na pytania odpowiadam pod komentarzem

Copyright © 2016 Tak Bardzo Kosmetycznie , Blogger